poniedziałek, 23 listopada 2020r.

Lubelskiej ziemi leśna brać

Autor: |

Sprawy organizacyjne były zapięte na ostatni guzik, zapowiedzieli się świdniczanie i goście z wielu zakątków Polski, o czym pisaliśmy jeszcze kilka dni przed wydarzeniem. Niestety, wprowadzenie czerwonej strefy w powiecie świdnickim pokrzyżowało wszystkie plany i 17 października w V Marszu Szlakiem Józefa Franczaka ps. Laluś mogli wziąć udział jedynie jego organizatorzy oraz rodzina ostatniego partyzanta RP.

„Wyruszaj ze mną, pod stopami równy krok. Nie straszny chłód, kiedy przy bracie idzie brat. W rytm naszych serc, historii dumny bije dzwon. Niech Pieśń o Bohaterskiej Ziemi płynie w świat”

– Pomysł upamiętnienia zabitego przez SB żołnierza polskiego podziemia antykomunistycznego i niepodległościowego oraz Żołnierzy Wyklętych narodził się kilka lat temu, podczas Marszu Szlakiem Puławiaków Powstańców Styczniowych 1863 r., ze Słupczy do Sandomierza – wyjaśnia Michał Kamela ze Stowarzyszenia Zwykłego Marsz Szlakiem Józefa Franczaka ps. Laluś. – Byłem tam z grupką przyjaciół i stwierdziliśmy, że warto zrobić podobną imprezę w naszych okolicach. Wybór Józefa Franczaka był naturalny. W pierwszej edycji marszu wzięło udział ok. 30 osób. Potem było nas coraz więcej. Niestety, tegoroczna sytuacja nie pozwoliła na udział wszystkich zapisanych. Musieliśmy ograniczyć się jedynie do 10 osób, członków stowarzyszenia i bliskich „Lalusia”.

– Pamiętam pierwszy marsz. Sprawił mi wielką radość, bo tata tyle lat pozostawał w zapomnieniu, a tu nagle takie wydarzenie. Mimo że pogoda była fatalna, mocno padało, stawiło się kilkadziesiąt osób – mówi Marek Franczak, syn ostatniego partyzanta RP.

Tradycją jest, że marsz rozpoczyna się mszą świętą, odprawianą w kościele pw. NMP Matki Kościoła, w intencji Józefa Franczaka „Lalusia” i innych żołnierzy II konspiracji. Nie inaczej było i tym razem. 17 października uczestnicy nabożeństwa modlili się również za zmarłych niedawno sympatyków marszu – Maksymiliana Jarosza i Ewę Szalecką-Gronek. Po mszy otrzymali pamiątkowe gadżety, przygotowane przez jego organizatorów, między innymi koszulki, książki, plakietki.

 „Idziemy razem, pod stopami ziemia drżyZaszumiał w dali naszą pieśń Krępiecki Las. Idziemy dla nich – pamiętając tamte dni. W Dolinie Krzyży i na Zamku polska krew. Sobibór, Piaski, Bełżec, Zamojszczyzny krzyk. Kominów biel i niebo ciemne od burz. Pieców dym, a za drutami śmierć”

Pierwszym przystankiem na trasie marszu jest zawsze Las Krępiecki. Członkowie Stowarzyszenia i Marek Franczak wraz ze swoimi najbliższymi złożyli kwiaty i zapalili znicze pod pomnikiem ofiar II wojny światowej. Wzniesiono go latach siedemdziesiątych, a w 1997 roku pojawiła się tablica memoratywna z napisem „W latach 1941-1944 w lesie krępieckim hitlerowcy wymordowali około 30.000 Polaków, Żydów, Rosjan i obywateli innych narodowości, których przywożono tu z Lublina i obozu zagłady na Majdanku”.

Michał Kamela odczytał również list od Jana Józefa Kasprzyka, szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, który podkreślał symbolizm i tragizm losów Żołnierza Wyklętego: „…właśnie jemu było dane stoczyć ostatni bój w walce o niepodległość. Walka była przegrana i przegranym mógł się wydawać człowiek, śmiertelnie ugodzony w Majdanie Kozic Górnych….I oto, po latach, Józef Franczak wrócił do naszej świadomości jako symbol niezłomnego oporu i pośmiertny zwycięzca. Zwyciężyły wartości, których bronił do samego końca, a przegrał system, z którym uparcie walczył.”

„Przydrożny krzyż, tam gdzie ostatni z nich padł. Czerwień maków, pól złoconych pył. Przy mogiłach, w cieniu drzew, wciąż po latach słychać śpiew, kiedy szli, byś Ty wolnym był”

Kolejnym miejscem, które odwiedziła delegacja był Majdan Kozic Górnych. Tam złożono kwiaty pod krzyżem i tablicą upamiętniającymi „Lalusia”. Plansza stanęła niedawno, z inicjatywy lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Znajduje się na niej biogram Józefa Franczaka, w językach polskim i angielskim, a także kilka fotografii.

Kilkaset metrów dalej znajduje się dom, przy którym 21 października 1963 roku ostatni partyzant RP zginął w zasadzce. Tak tragiczne chwile opisuje Marek Franczak w książce „Mój ojciec – sierżant Laluś”: „Zawsze zastanawiałem się, jakie myśli towarzyszyły mu tego dnia, wreszcie jakie były jego ostatnie myśli. Szczególnie ważna jest dla mnie godzina 15.45 (…) W zasadzce uczestniczyło dwóch funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa oraz trzydziestu pięciu zomowców. Gdy ojciec wychodził z gospodarstwa Beciów, natknął się na milicjantów. Cofną się więc do stodoły i wyszedł z grabiami na ramieniu. Udawał parobka idącego w pole. Ojca usiłował zatrzymać przewodnik psa, bo i psy sprowadzono w celu ujęcia „Lalusia”, ale zaczął uciekać do stodoły. Po dwóch minutach wypadł z niej i zaczęła się strzelanina. Ludzie opowiadali, że kule świstały wokoło. Ojciec postanowił, że będzie walczył do końca. Mimo że strzelało do niego kilku zomowców, kluczył po wsi i się ostrzeliwał. Ponoć granaty, które miał, nie wybuchły, a pistolet się zacinał. Ubiegł około trzystu metrów i został śmiertelnie ranny. W protokole sekcji zwłok na schematycznym rysunku zaznaczone były ślady po kulach. Ojciec został trafiony pięcioma pociskami w klatkę piersiową, brzuch i lewe udo. Śmiertelny okazał się postrzał w serce (…) Po sekcji ojcu odrąbano głowę (…) reszta ciała została zakopana na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie”.

„Hej, do przodu, Wiara, rozkaz jeden padł. Pamięć naszą siłą, chociaż w oczy wieje wiatr. Więc dalej, naprzód, Wiara – dumnie głowę wznieś.
Bóg! Ojczyzna! Honor! – z nich utkana nasza pieśń”

Ostatnią miejscowością, którą odwiedziła delegacja marszu, były Piaski. To na tamtejszy cmentarz parafialny, w 1983 roku rodzina Franczaka przeniosła jego prochy. W maju 2007 roku, z inicjatywy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obszaru Wschodniego w Lublinie oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, przy nekropolii odsłonięto pomnik ostatniego partyzanta RP.

Po kilkudziesięciu latach od śmierci „Lalusia”, w lubelskim Uniwersytecie Medycznym odnaleziono jego czaszkę. W marcu 2015 roku, w Archikatedrze Lubelskiej odbyły się uroczystości pogrzebowe sierż. Józefa Franczaka.

– Może trudno zrozumieć wybory i decyzje ostatniego Żołnierza Niezłomnego, który widząc zbrodnie popełnione na członkach Armii Krajowej, zdecydował się na dezercję, a tym samym na wieczną tułaczkę i wieczne ukrywanie się. Przez 18 lat nie skorzystał z możliwości amnestii. Józef Franczak należał do tych ewangelicznych sług, którzy do końca pozostali wierni żołnierskiemu ślubowaniu, ojczyźnie i swemu sumieniu – mówił podczas homilii ks. Andrzej Piersiak.

Po uroczystej mszy, szczątki „Lalka” przewieziono do Piask i pochowano w grobie rodzinnym.

– Budujące jest dla mnie, że o bohaterstwie Żołnierzy Wyklętych pamiętają nie tylko starsi, ale uczą się o nich i najmłodsi. W pochówkach ofiar systemu komunistycznego, na przykład „Inki” czy „Zagończyka”, bierze udział bardzo dużo rodzin. Cieszy, że dorośli zaszczepiają w swoich dzieciach patriotyzm, przybliżają im historię naszego kraju i ludzi walczących o wolną Polskę – podkreśla M. Franczak, który 17 października otrzymał z rąk Michała Kameli pamiątkowy medal V Marszu Szlakiem Józefa Franczaka ps. Laluś.

Agnieszka Wójcik-Skiba, fot. GŚ, Wojciech Grabowski

Cytaty pochodzą z „Hymnu Lubelskiej Braci”, skomponowanego specjalnie na 5. edycję Marszu Szlakiem J. Franczaka ps. Laluś. Muzyka i słowa Norbert „Smoła” Smoliński.

 

Artykuł przeczytano 521 razy

Last modified: 5 listopada, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?