sobota, 06 czerwca 2020r.

Chórzyści nie cichną, śpiewają online

Autor: |

42 śpiewaków operowych z szesnastu państw świata, należących do Międzynarodowej Akademii Chóralnej Lubeka (ICA), postanowiło wykorzystać nowoczesne technologie, by pod batutą swojego dyrygenta zaśpiewać online nieformalny hymn zespołu. Wśród artystów znalazła się mieszkanka naszego miasta, mezzosopranistka Elżbieta Branicka, studentka I roku studiów magisterskich na Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi, w klasie dr Bernadetty Grabias.

 

Z powodu pandemii koronawirusa nie działa większość instytucji kultury na całym świecie. Również Międzynarodowa Akademia Chóralna zaprzestała wspólnych prób i koncertów, co nie znaczy, że jej członkowie zrezygnowali ze śpiewania. Postanowili spotkać się w rzeczywistości wirtualnej, a nagrania online odbyły się zamiast zapowiadanego od dwóch lat koncertu w hamburskiej Elbphilharmonie oraz planowanych wcześniej tras koncertowych w Korei Południowej, Chinach i Singapurze. Wybór chórzystów padł na „Pieśń wieczorną” Josepha Rheinbergera.

To utwór, który doskonale znają wszyscy członkowie Akademii, nieformalny hymn zespołu. Nasz ostatni wspólny występ odbył się we wrześniu ubiegłego roku, w Warszawie. Śpiewaliśmy wtedy „Polskie Requiem” Krzysztofa Pendereckiego. To był dla nas wszystkich niezapomniany i pełen emocji wieczór. Niestety, na razie wspólne muzykowanie na żywo się skończyło – mówi prof. Rolf Beck, dyrygent chóru i dyrektor artystyczny ICA.

Od czego jednak możliwości technologiczne i rzeczywistość wirtualna….Najpierw nagrano Rolfa Becka. Później pianista Maroš Klátik zagrał swoją partię, śledząc wskazówki dyrygenta na monitorze komputera. Następnie śpiewacy przygotowali swoje linie melodyczne, również obserwując dyrygenta na ekranach komputerów i odsłuchując w słuchawkach nagranie fortepianu. Ostatnim etapem był montaż wideo opracowany przez Miloslava Duchoňa oraz miks dźwięku, wykonany przez jedną ze śpiewaczek, Dianę Kuls, która jest również reżyserem dźwięku. Czy takie przedsięwzięcie było bardzo trudnym zadaniem dla śpiewaków?

– Gdy dostałam propozycję, nie wahałam się ani chwili. Popularne obecnie nagrania różnych zespołów, które można znaleźć w Internecie, stały się inspiracją do zrobienia czegoś swojego. W tym projekcie najlepsze jest to, że miejsce pobytu i odległość między śpiewakami nie mają żadnego znaczenia – podkreśla Elżbieta Branicka i dodaje: – Trudność w samym procesie nagrywania była właściwie w zgraniu wszystkiego naraz, obrazu z dźwiękiem. Słuchając akompaniamentu fortepianowego na słuchawkach, na ekranie komputera musiałam jednocześnie śledzić nuty oraz specjalnie przygotowane nagranie z dyrygentem. W utworze chóralnym bardzo ważne jest dokładne podążanie za dyrygentem, gdyż po złożeniu wszystkich głosów, śpiewacy powinni zaczynać i kończyć w tym samym momencie, a także poszczególne głosy powinny wchodzić w swoje partie wspólnie, aby żaden głos się wyróżniał. Na szczęście mąż pomógł mi złożyć obraz i dźwięk w jeden plik, który mogłam przesłać do dalszej obróbki. Przyznam szczerze, że nagrywałam się tylko dwa razy, z czego pierwsza próba była lepsza i to właśnie ona została wysłana. Ten utwór śpiewałam już wielokrotnie, ale oczywiście śpiewanie na żywo jest o niebo lepsze, gdyż mogę na bieżąco dostrajać się do innych głosów i do tempa wyznaczanego przez dyrygenta. Istotą śpiewania zespołowego, chóralnego jest wzajemne słyszenie się i odnoszenie się do innych głosów. Tutaj nikogo nie słyszałam, więc można powiedzieć, że nagrywałam się w ciemno. Jedyną pomocą był dźwięk pianina, który miał za zadanie utrzymać mnie w tonacji. „Abendlied” Rheinbergera jest utworem a cappella. Przy nagrywaniu akompaniament był tylko pomocą, a na ostatecznym nagraniu go nie ma.

Chórzyści wyjaśniają, że udział w projekcie to doskonały sposób na okazanie wzajemnego wsparcia, pokrzepienie w tym bezprecedensowym czasie pandemii, gdy wspólne muzykowanie i dzielenie się nim z publicznością nie jest możliwe. To także próba pokazania znaczenia i roli artystów, kultury w dzisiejszym świecie.

–  Dla mnie było to także ciekawe doświadczenie, mogłam poczuć, że jestem częścią czegoś większego, co ma niesamowitą moc i przekaz. Poza tym, choć na chwilę, doświadczyłam bliskości ze śpiewakami, zobaczyłam twarze przyjaciół z wielu krajów. Mogliśmy znów wspólnie tworzyć muzykę, która daje nadzieję na lepsze czasy. Można powiedzieć, że ten projekt był w pewnym sensie substytutem tras koncertowych, które przez epidemię koronawirusa nie doszły do skutku. W lutym mieliśmy lecieć do Chin, w marcu do Korei Płd., natomiast właśnie teraz, w maju, bylibyśmy w Singapurze – mówi pani Elżbieta.

W międzynarodowym składzie

Międzynarodowa Akademia Chóralna łączy muzyków z dwudziestu pięciu różnych państw w jeden wyjątkowy zespół wokalny. Została założona w 2002 roku przez prof. Rolfa Becka i początkowo nosiła nazwę Akademia Chóralna Schleswig-Holstein Music Festival. Próby odbywają się w różnych częściach świata, między innymi w polskich Lusławicach – Europejskim Centrum Muzyki utworzonym przez Krzysztofa Pendereckiego. Elżbieta Branicka do zespołu trafiła dwa lata temu, dzięki koledze z chóru Filharmonii Lubelskiej.

– Na początku kwietnia 2018 roku pojechałam na przesłuchanie do Warszawy i… udało się  – śmieje się świdniczanka. – Chór działa na zasadzie edukacyjnych wakacyjnych akademii chóralnych, na których młodzież kształci się i wspólnie przygotowuje określony materiał,  prezentowany później na koncertach. Kto sprawdzi się podczas akademii, dostaje zaproszenie na płatne koncerty. Mnie się udało i od tamtego czasu wzięłam udział w kilku projektach. Pierwszym z nich była światowa premiera dzieła „Buddha Passion” w Dreźnie, w maju 2018 roku, pod dyrekcją Tan Duna, chińskiego kompozytora muzyki filmowej, symfonicznej i oper. Jego najbardziej znana ścieżka dźwiękowa pochodzi z filmu „Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok”. Mój następny koncert z Chorakademie Lubeck odbył się we Frankfurcie nad Menem, w styczniu 2019 roku. Śpiewałam tam utwór „Psalmus Hungaricus” Z. Kodaly’ego, pod dyrekcją Petera Eötvösa, a rejestrację tego koncertu można obejrzeć pod linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=-fIeyNYwtHk  Największą trasą koncertową było tournee po Chinach, w czerwcu zeszłego roku. Spędziłam tam prawie trzy tygodnie, zwiedziłam 5 różnych miast, śpiewałam w najpiękniejszych salach tego kraju, jeśli nie świata. Odwiedziliśmy Xian, Dunhuang, Changshę, Quindao i Szanghaj. Zobaczyłam zabytki na skalę światową, między innymi Armię Terakotową i Jaskinie Tysiąca Buddów, podziwiałam niesamowicie różnorodną kulturę, sztukę, kuchnię, przyrodę. Naszemu chórowi towarzyszyła orkiestra symfoniczna z Lyonu, co zaowocowało znajomością z wieloma fantastycznymi muzykami. Sam udział w koncertach wiązał się z niezapomnianymi wrażeniami. Dzieło „Buddha Passion” uważam za wybitne, gdyż zawiera wiele elementów tradycyjnej muzyki chińskiej włączonych w europejski aparat wykonawczy. W tej kompozycji po raz pierwszy zetknęłam się z techniką śpiewu alikwotowego, wykonywaną przez solistę z Mongolii. Pewnym wyzwaniem było śpiewanie po chińsku, choć wiele głosek tego języka jest podobnych do polskich. Mój ostatni koncert z chórem ICA odbył się 1 września 2019 roku. Był to występ dla polskiej Pary Prezydenckiej oraz szefów delegacji zagranicznych w Warszawie, upamiętniający 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Wykonywaliśmy wtedy „Polskie Requiem” Krzysztofa Pendereckiego. Ten projekt był dla mnie wyjątkowy, gdyż było to moje pierwsze zetknięcie się z Mistrzem i jak wszyscy wiemy, niestety ostatnie. Takich chwil się nie zapomina, bo miałam świadomość, że na moich oczach i z moim udziałem tworzy się historia.

Miłość do muzyki

Jak mówi pani Elżbieta, dzięki współtworzeniu Chorakademie Lubeck, może nie tylko zwiedzić miejsca niezwykle atrakcyjne turystycznie i być uczestnikiem niezwykłych wydarzeń, ale przede wszystkim nawiązać międzynarodowe przyjaźnie z ludźmi, którzy tak samo jak ona kochają muzykę. Skąd wzięła się u niej ta miłość do muzyki?

– Muzyka zawsze była obecna w moim domu. Starsza siostra gra na pianinie, mama lubi słuchać muzyki poważnej, więc otaczała mnie kultura wyższa. W okresie dorastania jednak bardziej interesowałam się rockowym brzmieniem. Uczyłam się trochę grać na gitarze, a śpiewałam jedynie w domowym zaciszu. Moja muzyczna przygoda zaczęła się w Chórze Akademickim KUL, do którego dołączyłam na drugim roku studiów psychologicznych. Po roku już nie mi to wystarczało, szukałam innych możliwości, konkursów, zespołów. W wieku 23 lat, dosyć przypadkowo, dostałam się do Szkoły Muzycznej im. T. Szeligowskiego w Lublinie, na śpiew klasyczny w klasie prof. Marioli Zagojskiej. Rozpoczęłam również pracę w Chórze Filharmonii Lubelskiej. Na stałe do zespołu dołączyłam w 2016 roku, gdzie przepracowałam 3 lata. Od dłuższego czasu chciałam się bardziej rozwijać solowo, dlatego w październiku 2019 roku rozpoczęłam naukę na studiach magisterskich Akademii Muzycznej im. G. i K. Bacewiczów w Łodzi na wokalistyce w klasie dr Bernadetty Grabias – opowiada Elżbieta Branicka.

W Lublinie można ją obecnie usłyszeć tylko na koncertach Cameraty Lubelskiej, gdzie śpiewa zarówno jako chórzystka, jak i solistka.

– Przez długi czas nie przypuszczałam, że śpiewaniem zajmę się zawodowo, ale życie lubi płatać figle. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez muzyki i śpiewania, a co będzie w przyszłości, zobaczymy – dodaje pani Ela, która pochodzi z Suchedniowa. W naszym mieście zamieszkała 5 lat temu, po ślubie z rodowitym świdniczaninem.

 

Agnieszka Wójcik-Skiba, inf. Solski Communications Sp. z o.o. , fot. archiwum E. Branickiej, ICA

 

Informacje o ICA znajdują się na stronie https://www.chorakademie-luebeck.com.

„Pieśni wieczornej” w międzynarodowym wykonaniu można posłuchać po linkiem https://www.youtube.com/watch?v=-eaJ53au6RA

 

 

Artykuł przeczytano 824 razy

Last modified: 18 maja, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?