czwartek, 29 października 2020r.

Cel jest jeden – być najlepszym

Autor: |

Setki godzin spędzonych na treningach, półtora tysiąca sztuk amunicji wystrzelonej tygodniowo, upór i nieustanna chęć, by dążyć do perfekcji. Niecałe dwa lata temu Kamil Krawczyk zaczął ćwiczyć strzelanie dynamiczne w Świdnickim Klubie Strzeleckim Fun Gun pod okiem trenera Adama Hnatów, który prowadzi strzelnicę w naszym mieście. Dziś sportowy duet odnosi sukcesy na zawodach ogólnopolskich i międzynarodowych. W rozmowie opowiedzieli o swojej przygodzie.

– Dla kogo jest strzelectwo?

Adam Hnatów: Zwykle kojarzymy je ze sportem statycznym, czyli staniem w wyznaczonym miejscu i strzelaniem do tarczy punktowanej. Na przestrzeni lat zaczęło się to jednak zmieniać. Obecnie mamy też konkurencje dynamiczne, polegające na jak najszybszym i najcelniejszym ostrzelaniu celów, rozmieszczonych na wcześniej przygotowanych torach.

– Skąd u Pana zainteresowanie strzelectwem?

Kamil Krawczyk: Zwykła ciekawość spowodowała, że wybrałem się na strzelnicę sportową. Od znajomych dowiedziałem się, że Adam naucza na kursie prowadzącego strzelanie i że warto się do niego wybrać. Podczas tych spotkań otrzymałem również możliwość rozwijania umiejętności posługiwania się bronią z zachowaniem bezpieczeństwa. Kolejnym krokiem było zapisanie się do sekcji strzelania bojowego, prowadzonej także przez Adama.

– Co zdecydowało o tym, że Kamil stał się strzelcem wartym wyszkolenia do zawodów?

K.: To był czysty przypadek. Aby uzyskać pozwolenie na broń do celów sportowych, należy brać w nich udział. Podczas jednego z takich wydarzeń okazało się, że wygrałem. Postanowiłem rozwijać się w tym kierunku.

H.: Kamil ma bardzo silny charakter i jest prawdziwym wojownikiem, a tacy ludzie osiągają sukcesy w tej branży. Podczas pierwszych treningów strzelania bojowego był bardzo pewny siebie, bo wcześniej zajmował się strzelaniem statycznym i trafiał w dziesiątki do tarczy. Okazało się jednak, że strzelanie bojowe to coś zupełnie innego…

K.: Początkowo byłem przerażony. Musiałem schować załadowaną broń do kabury, a potem ruszyć na strzelnicę i tam trafiać do celu. Nie było to zbyt komfortowe.

H.: Nie było żadnych kompromisów. Trenowaliśmy regularnie, bez względu na porę roku, w dzień i w nocy, w każdych, nawet najtrudniejszych warunkach. To trwało półtora roku, ale Kamil już wtedy wykazywał chęć rywalizacji. Mogliśmy robić to między sobą, w naszym środowisku, jednak nie tego szukał. On jest zdobywcą. Zaczął jeździć na zawody wojewódzkie i okazało się, że się w to wciągnął. W tym czasie tworzyła się właśnie nowa dyscyplina PCC, która bardzo go zainteresowała.

– Czym jest ta dyscyplina?

K.: Pistol Caliber Carbine to karabin w kalibrze od 9 mm do 45 ACP. Zawody odbywają się w formie strzelań dynamicznych. Na specjalnie przygotowanych torach ostrzeliwuje się minimum dwukrotnie każdą tarczę z trzema strefami punktowymi oraz inne cele ruchome, poruszając się w obrębie toru w sposób dowolny, z zachowaniem kątów bezpieczeństwa. Wygrywa osoba, która w najkrótszym czasie zbierze największą ilość punktów. Czołowym zawodnikom wystarczą 2 sekundy, aby oddać 8 strzałów, trafiając dwukrotnie w 4 tarcze. W zależności od rangi wydarzenia, takich torów może być od 6 do nawet 40.

– Pamięta Pan pierwszą wygraną?

K.: Byłem już w domu, kiedy otrzymałem telefon z informacją, że zwyciężyłem w zawodach. Zdziwiłem się. Teraz, z każdymi kolejnymi, udaje się budować coraz większą przewagą nad rodakami. Mimo to czuję niedosyt, bo wiem, że brakuje mi 5 procent do europejskiej czołówki.

H.: Od tamtego czasu dużo się zmieniło. Zrozumieliśmy, że wiele teorii zupełnie nie sprawdza się w praktyce. Dla mnie, jako trenera, to był czas, w którym mogłem bardzo się rozwinąć. Mam 25 lat doświadczenia jako szkoleniowiec, ale jeszcze nigdy nie pracowałem z takiej klasy strzelcem.

K.: Po każdych zawodach oglądamy filmy z moich występów i rozmawiamy o tym, co trzeba poprawić. Chcę być jak najlepszy w tym, co robię i rozwijać umiejętności, co na pewno przyniesie efekty na zawodach. To naprawdę ciężka walka. Jak powiedział Jack Danniels, to, że nie jesteś zawodowcem, nie znaczy, że nie możesz trenować jak on.

H.: Zawody, na które jeździ teraz Kamil, przyciągają najlepszych strzelców. To rywalizacja na bardzo wysokim poziomie, gdzie ułamki sekund znaczą bardzo wiele. Trzeba pamiętać, że występ na zawodach, gdzie wszyscy liczą, że zawodnik stanie na podium, to ogromne obciążenie i presja. Kamil pojawił się znikąd, a mierzy się z osobami mającymi wieloletnie doświadczenie. Są wśród nich byli żołnierze jednostek specjalnych, np. GROM-u.

– Jak dużo czasu poświęcacie na treningi?

K.: To podchwytliwe pytanie. Początkowo uczyłem się postawy strzeleckiej, w jaki sposób trzymać karabin, jak się z nim przemieszczać, biegać. Najważniejsze są jednak konsekwencja i planowanie. Jeśli nie jestem kontuzjowany, trenuję na strzelnicy 3 razy w tygodniu. Dodatkowo dochodzi do tego siłownia, jazda na rowerze, bieganie 6 razy w tygodniu, aby jak najszybciej poruszać się po torze.

H.: Początkowo trzeba zwolnić ze strzelaniem, ale przyspieszyć z innymi elementami, na przykład, jak ułożyć się z karabinem do strzału, jak wystartować do biegu, wyhamować czy przejść w chód. To są te rzeczy, na które wpadaliśmy po drodze. Oglądając jeden z filmów z zawodów, rozmawialiśmy o tym, że Kamil zatrzymywał się, by zestrzelić 4 cele. Ale gdyby zrobił to w chodzie, mógłby zyskać 2 sekundy. To bardzo dużo i wtedy zmienilibyśmy technikę. Tak naprawdę to cały czas coś udoskonalamy i modyfikujemy. W tej chwili ćwiczenia są dużo prostsze, bo dobrze poznałem Kamila. Wiem, na co go stać. Niejednokrotnie udowadniałem mu na treningach, a on sobie na zawodach, że może przekraczać wszystkie granice.

– Trenerowi łatwiej jest wyobrazić sobie pewne rzeczy patrząc z boku, ale to zawodnik musi je wykonać.

K.: Całe życie sprawdzałem się w sporcie. Uważam, że jego ideą jest przesuwanie granic. Za każdym razem, kiedy zrobię coś, co nie wychodziło mi tydzień temu, jestem dumny. Po to przychodzę na treningi. Absolutnie nie myślę, że trener wymaga ode mnie czegoś niemożliwego.

– Jakim szkoleniowcem jest Adam?

K.: Bezkompromisowym, duży nacisk kładzie na kondycję i technikę. Spotkania zawsze kończę deficytem kalorycznym i w mokrej koszulce. Ufam mu. Widzę, że wie, co robi i ma plan na następne miesiące.

– Które zawody były dla Pana dotąd najważniejsze?

K.: Najprzyjemniejsze odbyły się w Parzęczewie. To był tak zwany Level 3, o randze międzynarodowej. Pierwsze, w których wygrałem z bardzo dużą przewagą nad innymi Polakami. Było też kilka osób z zagranicy, jednak wiadomo, że ze względu na pandemię przyjechało ich znacznie mniej. Miałem wynik o 9,5% lepszy niż reszta rywali, więc byłem bardzo zadowolony.

– Jakie macie dalsze plany?

K.: W tym roku zostały tylko jedne zawody międzynarodowe. Mam też zagwarantowany Puchar Polski. W ubiegłym roku przez jeden słaby występ, kiedy po prostu głowa nie wytrzymała, spadłem na czwarte miejsce w klasyfikacji. To było dla mnie bardzo bolesne doświadczenie. Teraz pracujemy nad długofalowym planem treningowym, który przyniesie efekty w kolejnym sezonie. Na pewno będę startował w tych rywalizacjach w Polsce, które są niezbędne do klasyfikacji generalnej. Chcę też pojeździć trochę po Europie. Jest kilka zawodów, które mnie interesują, między innymi w Estonii, gdzie dziennie pokonuje się 20 torów. Mam też nadzieję, że odbędą się oryginalne zawody Extreme Open w Czechach.

H.: Jednym z naszych głównych założeń na przyszłe sezony będzie też zdobycie mistrzostw Europy.

– Jak to jest być mistrzem?

K.: Jeszcze nie wiem. W zasięgu ręki mam Puchar Polski za kwalifikację generalną. Podczas jednych z mistrzostw Polski wygrałem w jednej kategorii, a w drugiej wylądowałem na trzeciej pozycji. Na pewno będę mógł nazwać siebie mistrzem, kiedy będę wygrywał za każdym razem. To jeszcze nie jest usystematyzowane. Zdarzają mi się gorsze dni. Obecnie w Europie najlepszymi strzelcami są Czesi oraz Słowacy, ze względu na to, iż strzelectwo dynamiczne jako sport od lat jest u nich na bardzo wysokim poziomie. To właśnie z nimi będę głównie rywalizował w 2021 roku.

– Panie Adamie, Kamil to nie jedyny zawodnik, którego obecnie Pan trenuje. Pierwsze kroki stawiają też kolejni.

H.: Od trzech miesięcy szkolę także Marcina Pachowicza. Występuje w konkurencji pistoletowej. W porównaniu do tego, co było na początku, podniósł swoje wyniki o 20 procent. Na zawodach ogólnopolskich zajął już 5 i dwa razy 9 miejsce. To bardzo szybki sukces. Powoli Świdnik zaczyna istnieć na mapie strzelań dynamicznych w Polsce.

Agata Flisiak

fot. z archiwum rozmówców

Artykuł przeczytano 816 razy

Last modified: 9 października, 2020

Registration

Zapomniałeś hasło?