sobota, 24 lutego 2024r.

15 lat dla żółto-niebieskich

Autor: |

W przeciwieństwie do wielu innych siatkarzy Avii jego rodzimym klubem nie był żaden z zespołów lubelskich. Mirosław Stefanowicz pochodzi bowiem z Zamościa, a jego siatkarski talent ujawnił się na początku w Padwie Zamość. W Avii zawitał jeszcze jako junior, w 1980 roku.

– W Padwie trenowałem jednocześnie siatkówkę i piłkę ręczną. W ręczną dawałem sobie radę, bo to w sumie prosta gra jest, chociaż trzeba mieć sporo zdrowia. Ale 202 cm wzrostu ułatwiały moją sytuację.  Na siatkówkę zdecydowałem się ostatecznie chyba pod wpływem brata, Krzysztofa, przyszłego dwustukrotnego reprezentanta Polski. W efekcie ja trafiłem do Świdnika, on do Legii Warszawa. Miał tam okazję grać przez kilka lat z Tomkiem Wójtowiczem.

Siłą sprawczą transferu Mirosława Stefanowicza do Avii był Witold Czerniak, ówczesny kierownik zespołu. Wtedy świdniczanie awansowali do I ligi, w której niestety występowali tylko przez sezon. W późniejszych latach Avia balansowała między I i II ligą, która jednak była wtedy również bardzo mocna.

– Jako junior występowałem najczęściej w drugim składzie, walczącym na trzecioligowych parkietach, ale czasami udało mi się załapać do pierwszej drużyny. Grali wtedy jeszcze Mieczysław Rzędzicki, Leszek Sowiński, byli też Krzysztof Lemieszek, Waldek Grzegorczyk, Remigiusz Misztal, Janusz Kostaniak. Z tym ostatnim występowaliśmy razem w juniorach. Jeśli chodzi o najmocniejszych przeciwników, niewiele się pod tym względem przez lata zmieniało: AZS Olsztyn, Legia Warszawa, Gwardia Wrocław. W lidze grałem przeciwko bratu. Tomek nie chciał przyjeżdżać z Legią do Świdnika, ponieważ kibice znienawidzili ją za obucie go w „kamasze” i przeraźliwie wygwizdywali na meczach – opowiada Mirosław Stefanowicz..

W ówczesnym składzie panowała jeszcze stara, dobra atmosfera. Razem spędzano urodziny, imieniny, wszyscy uczestniczyli w ślubach i weselach kolegów, razem chodzili na dyskoteki, spotykali w domach. Nie było telefonów komórkowych, ale każdy wiedział, gdzie kto jest.

Jak wielu wyróżniających się siatkarzy Mirosław Stefanowicz został zauważony przez działaczy Legii Warszawa. Powołano go do odbycia dwuletniej służby wojskowej

– W sumie dobrze wspominam ten okres. Legia była jeszcze wtedy dość mocną drużyna Nie brylowaliśmy w lidze, ale trzymali zawsze przyzwoity poziom. Jeździliśmy na różnego rodzaju turnieje międzynarodowe. Rywalizowaliśmy z najsilniejszymi klubami wojskowymi bloku wschodniego, w jak by to nie zabrzmiało dzisiaj Mistrzostwach Armii Zaprzyjaźnionych. Z ciekawostek, byliśmy w jednej kompanii z Andrzejem Gołotą, wówczas zawodnikiem sekcji bokserskiej. Zabawne, że starzy żołnierze próbowali zorganizować nam „falę” obowiązującą powszechnie w wojsku. Ale w naszej kompanii byli bokserzy i ciężarowcy, więc źle trafili. Po początkowych, zakończonych również niepowodzeniem próbach wdrożenia nas w wojskowe życie, było już tylko granie

– Dla żółto-niebieskich grałem do 1995r., czyli 15 lat. Po powrocie z Legii spędziłem tu jeszcze jeden sezon. Wywalczyliśmy wtedy kolejny awans do ekstraklasy. Był rok bodajże 1990. Trenerami zespołu, w różnych latach byli Jerzy Miszczuk, Zbigniew Wasilewski – równocześnie trener kadry juniorów,  Jerzy Welcz. Potem bawiłem się jeszcze w siatkówkę w drugoligowym Fryderyku Lublin, gdzie miałem zaszczyt występować obok Tomka Wójtowicza. Polska siatkówka zaczynała się wtedy trochę sypać. Wycofywali się dotychczasowi sponsorzy, nawet Legia nie był już tak hołubiona przez wojsko. Wiele silnych i zasłużonych zespołów grało w II lidze: Jastrzębie, Chemik Kędzierzyn – dzisiejsza ZAKSA. I ligą rządziły AZS-y – Olsztyn, Częstochowa, no i  Gwardia Wrocław z siedmioma kadrowiczami w składzie, między innymi Leszkiem Łasko. Graliśmy po całej Polsce, ale muszę przyznać, że najpiękniejszą halą była nasza, w Świdniku – wspomina M. Stefanowicz.

Na fotografii: Mirosława Stefanowicz stoi pierwszy od lewej.

Artykuł przeczytano 964 razy

Last modified: 29 listopada, 2022

Registration

Zapomniałeś hasło?

Zmień język »